Św. Joanna Beretta Molla – Normalna, bo kochająca

Normalna, bo kochająca

Wśród wszystkich wydarzeń życiowych są te najważniejsze, które decydują o całokształcie życia, a w ostatecznym rozrachunku o naszym szczęściu ziemskim i wiecznym. Doskonałym przykładem jest curriculum vitae Joanny Beretty Molli. Zanim przystąpimy do analizy jej życia, postarajmy się usunąć ze świadomości stereotypowe pytanie, które zadaje większość hagiografów: Jak wyglądała jej droga do świętości?

„Nie przypuszczałem, że żyłem obok jakiejś świętej – wyznaje mąż Joanny, inżynier Piotr Molla. – A moja małżonka nigdy nie dawała mi odczuć, iż robi to, czy tamto, by dostać się do raju. Ona kochała życie. Była normalną, kochającą żoną i matką. Po prostu sobą”. A jednak…

Najintymniejsze wyznania

Kto by przypuszczał, że ta młodziutka dziewczyna pochylona nad jakimś zeszycikiem, siedząc w kościelnej ławce, zapisuje swoje najintymniejsze wyznania miłości do Chrystusa, któremu zostanie wierna już na zawsze: „Wszystko dla Ciebie, mój Boże, moja największa miłości, kiedy coś czynię, cierpię i myślę. W każdym moim oddechu pragnę ofiarować Tobie moją duszę, poświęcić Ci moje serce i niech wzrasta we mnie ogień Twojej Boskiej Miłości… Kochany Jezu, w pięknym Twoim sercu pragnę schronić się, a w moim sercu pragnę uczynić mieszkanie dla Ciebie i chcę żyć i umierać na zawsze, nie opuszczając nigdy Ciebie. Będąc wdzięczna i wynagradzając moje przeszłe niewierności, Tobie ofiaruję moje ubogie serce i wewnętrznie poświęcam je Tobie, mój Jezu, i pragnę z Twoją pomocą nigdy więcej nie grzeszyć”. Było to podczas rekolekcji prowadzonych przez jezuitę o. Avedano. Joanna Franciszka Beretta miała wówczas niespełna szesnaście lat.

Tyle miłości

Nie wiedziała, co ją w życiu spotka, ale chciała je przeżyć zgodnie ze słowami swej ulubionej świętej Marii Goretti: „Życie jest piękne, kiedy poświęcone jest wielkim ideałom. Aby móc osiągnąć ten wielki ideał, potrzeba umieć oddać życie”. Ustaliła sobie zatem jasny program życia duchowego, który można streścić w trzech słowach: modlitwa, działanie i poświęcenie. Mając na uwadze modlitwę, mówiła: „W życiu apostoła nie powinno być dni, w których brakuje czasu na chwilę skupienia u stóp Jezusa. My musimy dawać ludziom to, co Boże, a nie to, co ludzkie. Jest rzeczą oczywistą, że aby dawać, trzeba najpierw posiadać. A zatem musimy być zjednoczeni z Bogiem. Im większe jest pragnienie, by dużo dawać, tym częściej trzeba czerpać ze źródła, którym jest Pan Bóg”. Joanna uważała, że zaangażowanie w życie Kościoła nie jest sprawą wyłącznie osób duchownych i papieża. Każdy powinien być świadkiem. Natomiast tego, jak się poświęcać na co dzień, nauczyła się od swoich rodziców (obydwoje zmarli w 1942 roku), którzy podjęli trud wychowania trzynaściorga dzieci. Każde z rodzeństwa Joanny otrzymało nie tylko doskonałe wykształcenie, ale – co o wiele ważniejsze – tyle miłości, że wszyscy już jako ludzie dorośli sami podjęli służbę na rzecz innych.

Duchowa rozterka

Marzeniem Joanny było pójść w ślady swojego starszego brata Alberta, który wyjechał na misje do Brazylii. Okazało się jednak, że i w tym wypadku Pan Bóg miał głos decydujący. Joanna podjęła nawet – jak się jej wydawało – stosowne kroki: ukończyła studia medyczne, zrobiła dwie specjalizacje, rozpoczęła praktykę lekarską, poszła na kurs języka portugalskiego, angażowała się w działalność Akcji Katolickiej oraz w pracę charytatywną w Stowarzyszeniu św. Wincentego i dużo, dużo się modliła, bo „czuła”, że ma zostać świecką misjonarką.

Miała w zwyczaju konfrontować swoje plany ze wskazówkami kierownika duchowego. Tym razem otrzymała od niego radę, że ostateczną decyzję powinna podjąć po odprawieniu nowenny. Tak też uczyniła i… proces rozeznawania powołania trzeba było rozpocząć od nowa. Nie było to łatwe, ale ponieważ Joanna zawsze uważała, że żadnego powołania nie można na Bogu wymuszać, dość długo poszukiwała właściwej drogi życia. Przyznała później szczerze, że był to dla niej prawdziwy czas niepewności i duchowej rozterki…

Randki z Jezusem

Okazało się, że Bóg przygotował dla niej prawdziwy dar w postaci małżeństwa i rodziny założonej przy ołtarzu 24 września 1955 roku. Już po pierwszych spotkaniach narzeczeńskich Joanna i Piotr dojrzeli do wyznania sobie miłości, którą wzajemnie odczytywali jako dar od Pana Boga. Ich kontakty nazwalibyśmy „randkami z Jezusem i Maryją”.

„Piotrze – pisała Joanna – pomyśl o naszym gniazdku, rozgrzanym naszymi uczuciami i rozpromienionym przez nasze cudowne dzieciaczki, które Pan Jezus nam ześle! To prawda, że będziemy również doświadczać rozmaitych trudności, lecz jeśli zawsze będziemy szukać dobra, tak jak to czynimy dotychczas – z Bożą pomocą – na pewno zdołamy je wspólnie znieść. Czy i Ty tak sądzisz? Na dzień obecny cieszmy się jednak radością wzajemnej miłości. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze mnie uczono, że sekretem szczęścia jest życie każdą chwilą i dziękowanie Panu Jezusowi za wszystko, co On w swej dobroci zsyła nam dzień po dniu. (…) Brakuje jeszcze tylko dwadzieścia dni, a potem jestem już… Joanna Molla!

Co byś na to powiedział, abyśmy w celu duchowego przygotowania i przyjęcia tego sakramentu uczynili coś w rodzaju triduum? W dniach 21, 22 i 23 września Msza Święta i Komunia Święta. Ty w Ponte Nuovo, ja w Sanktuarium Matki Bożej Wniebowziętej. Madonna połączy nasze modlitwy i pragnienia”.

Czyż pisząc te słowa, Joanna wiedziała, jakich trudności doświadczą? Bardzo pragnęła wielodzietnej rodziny. Obydwoje z Piotrem potraktowali rodzenie dzieci jako współpracę ze Stwórcą. Z medycznego punktu widzenia za każdym razem stan błogosławiony nie był dla niej łatwy. Dwukrotnie przeżyła ogromny smutek, jaki towarzyszy matce z powodu naturalnego poronienia. Jednak ostateczna próba miała dopiero nadejść.

Autorem biografii jest ks. Piotr Gąsior

Listy do męża św. Joanny Beretty Molli