23 lutego: Błogosławiony Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik
Wincenty przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży. Wzrastał w rodzinie, w której panowała atmosfera wzajemnej życzliwości, wzajemnego wspierania, sumiennej pracowitości. Panowały tam staropolskie zwyczaje, szczera i niezakłamana miłość, duch wyważonej pobożności, głęboki patriotyzm. Siedmioletni Wicek był świadkiem wkroczenia do Chełmży wojska polskiego, które 20 stycznia 1920 roku przyniosło miastu i jego mieszkańcom wolność. Od tego momentu rozpoczął się nowy etap jego życia.
W cieniu dawnej katedry Wicek, jak go wszyscy nazywali, spędził swoją młodość. W latach szkolnych związał się z harcerstwem. Zapalony wielkimi ideałami, odnajdywał radość w służbie drugiemu człowiekowi, działając w 24. Pomorskiej Drużynie Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Wstąpił do niej w marcu 1927 r. W swoim pamiętniku tak pisał o swojej roli drużynowego: „Taka drużyna dawałaby swym członkom coś więcej niż samą karność i trochę wiedzy polowej i przyjemne obozy, lecz dawałaby im pełne wychowanie obywatela znającego dobrze swoje obowiązki dla Ojczyzny. Ja sam wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, byłoby najpotężniejszym ze wszystkich. Harcerstwo bowiem, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba”.
Będąc uczniem ośmioklasowego męskiego gimnazjum humanistycznego w Chełmży, rozwijał swoje życie wewnętrzne w Sodalicji Mariańskiej. W 1930 roku został jej prezesem. Decyzja wstąpienia na drogę kapłaństwa nie przyszła mu łatwo. Nie było łatwo wszystko zostawić, ale nie utracił swojej naturalnej radości, którą nadal promieniował w nowym środowisku. Chciał oddać się na służbę Bogu. „Wiem, że to najlepsza droga. Ufam, że Jezus mi dopomoże, bo dla Niego ta ofiara. Wiem, że niegodny jej jestem, ale chcę być kapłanem wedle Serca Bożego. Tylko takim. Innym nie”. Jako diakon został kapelanem i sekretarzem biskupa Stanisława Okoniewskiego. W dniu 14 marca 1937 roku przyjął święcenia kapłańskie.
Rok później został wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Był gorliwym apostołem dzieci i chorych, pełniąc funkcję kapelana Chorągwi Pomorskiej ZHP i redaktora „Wiadomości Kościelnych”. Wciąż były w nim żywe młodzieńcze ideały.
Gdy 7 września 1939 r. oddziały niemieckiego Wermachtu wkroczyły do Torunia, rozpoczęły się aresztowania. W dniu 17 października aresztowano ks. Frelichowskiego. Był on dla władz niemieckich szczególnie podejrzany ze względu na swoje zaangażowanie w ruchu harcerskim. Osadzony w Forcie VII, realizował nadal swoje ideały harcerskie. Uwięziona młodzież spontanicznie garnęła się do niego z wielką ufnością. Ksiądz sam wyszukiwał ludzi szczególnie smutnych i samotnych, chorych i słabych. Odtąd realizował powołanie kapłańskie w warunkach konspiracyjnych, w kolejnych niemieckich obozach koncentracyjnych w Stutthof, Grenzdorf, Sachsenhausen i Dachau. Organizował wspólne modlitwy, wyszukiwał najbardziej umęczonych i załamanych współwięźniów. Jeden z nich, późniejszy biskup chełmiński, ks. Bernard Czapliński, tak go wspominał: „Nikt nie zapomni owego Wielkiego Czwartku 1940 roku, gdyśmy mogli dzięki jego staraniom i zapobiegliwości – wprawdzie w sposób katakumbowy – odprawić pierwszą, od chwili aresztowania, Mszę świętą. W Sachsenhausen pełni dalej obowiązki kapelana nie tylko naszego, lecz również i rodaków. Wspomnę choćby słuchanie wychodzących z obozu transportów spowiedzi, które on organizował”.
W Dachau Wincenty opiekował się chorymi na tyfus, przekradał się do ich baraków, by nieść im pomoc i umacniać Eucharystią. Sam nie dałby rady pomóc wszystkim umierającym. Udało mu się pozyskać 32 polskich księży, którzy zgłosili się, by na tych właśnie blokach pielęgnować zakażonych. Wszyscy oni bez wyjątku przeszli ciężki tyfus, a dwóch zmarło. Ksiądz Wincenty już wcześniej zaraził się tyfusem – zmarł w opinii świętości w dniu 23 lutego 1945 roku, na około dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu. Wyjątkowość zmarłego kapłana uznali nawet hitlerowcy, pozwalając po raz pierwszy w obozie w Dachau na wspólne modlitwy przy trumnie, wyłożonej białym prześcieradłem, udekorowanej kwiatami. Współwięzień wyjął kilka kosteczek z jego palców, by przechować je jako relikwie, zanim spalono ciało w krematorium.
Św. Jan Paweł II ogłosił ks. Frelichowskiego błogosławionym 7 czerwca 1999 roku w Toruniu podczas pielgrzymki do Ojczyzny. 22 lutego 2003 roku bł. Stefan Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa polskiego.
https://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/02-23c.php3
Ostatni list bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego z 14 stycznia 1945 r.
„Ściskam Was z oddali i pamiętam”
Kolejna rocznica śmierci bł. ks. Stefana Frelichowskiego skłania nas do głębszego odkrywania jego postaci. Jak każda osoba wyniesiona na ołtarze, jest on darem dla całego Kościoła. Na nas jednak, którzy niemalże kroczymy jego śladami, przyjęcie tego daru staje się swoistym obowiązkiem. Postaci Księdza Stefana można przyglądać się na różne sposoby. Podstawowy polega na lekturze pozostawionych przez niego tekstów. Niestety, poza dostępnym Pamiętnikiem, w oryginale mamy ich niewiele. A szkoda. Wydaje się, że słowo pisane to ważna spuścizna po Błogosławionym, która umożliwia jego głębsze poznanie.
W tym roku, przywołując na myśl 57. rocznicę śmierci Księdza Stefana, a może lepiej narodzin dla nieba, jesteśmy zaproszeni do lektury ostatniego z jego zachowanych listów obozowych. Został on napisany pięć tygodni przed śmiercią. Jego adresatką jest mama Księdza Stefana, jednak jak w każdym z zachowanych listów obozowych wymienia on wiele innych osób, które niejako powiększają grono adresatów. W ten sposób lektura listu staje się dla nas bliższa i być może w tej sporej grupie osób odnajdziemy także siebie.
Pamięć o licznych osobach w liście może nasuwać następujące skojarzenie: bł. Ksiądz Stefan w każdym z listów dziękuje wielu osobom za otrzymaną pomoc, co oznacza, że o nim myślały i bardzo konkretnie mu pomagały. Było ich tak wiele, że niektórych z nich nie potrafimy do dzisiaj zidentyfikować i pozostają anonimowe. Ciekawe byłoby porównanie tej liczby z zainteresowanymi współcześnie postacią naszego Błogosławionego. Która byłaby większa?
Życzmy sobie uważnej i owocnej lektury.
* * *
Kochana Matko!
W dniu Twoich urodzin byliśmy razem z Alosiem, Bernardem i Zygmusiem. W tym dniu minęła piąta rocznica naszego wyjazdu z Torunia do Stutthofu. W dniu Twoich urodzin byliśmy przez cały czas myślami przy Tobie. Wasze dary zjedliśmy wieczorem, a nie zabrakło także kubka dobrej kawy – Twojego, droga Matko, lekarstwa. O ileż bylibyśmy szczęśliwsi, gdybyś Ty, kochana Matuś, była pośród nas. Drogi Twój list z 17 grudnia nadszedł w samą Wigilię i właśnie dzięki Twoim pozdrowieniom – „dla Ciebie i Twoich kolegów” – byłaś wśród nas. Dziękuję Ci, droga Matko, i Tobie, Ojcze, za piękne życzenia na święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok.
Dziękuję za wyczerpujące wiadomości z Chełmży i od cioci Marii. Już teraz cieszę się z waszego opisu, jak przeżyjecie święta. O Steni i Kazi nie potrzebujecie mi więcej pisać, bo już za późno. Może w najbliższych dniach będę miał w ręku Wasz list. Dziękuję serdecznie za pozdrowienia krewnych, Tereni i jej matki i wszystkich znajomych. Dziękuję też za wiadomości o śmierci ojca p. Wardalińskiego oraz Karszuckiego i tych trzech, którzy zginęli na wojnie. Gdybyś, droga Matko, spotkała kogoś z ich rodzin, zapewnij ich o moich modlitwach.
Czy rozmawialiście z Mroczkowskimi? Moim dobrodziejom w Zap-ceniu prześlij, kochana Matko, moje najserdeczniejsze podziękowania. 5 stycznia otrzymałem paczki od Heleny Skiba i od Elżbiety Kleinst z Zapcenia, pow. Chojnice. 4 stycznia od pań M. i O. Kied-rowskich z Szlacheckiego Brzeźna, pow. Chojnice. Pani Lewandowskiej, Ostrowskiej, Hapkowej i wszystkim, którzy tam o mnie myślą i mnie wspierają swoimi modlitwami, proszę przesłać moje życzenia noworoczne, a kochanej Staśce z Chełmży i jej Apolonii 9 lutego. Do Danuty już kiedyś pisałem.
Najserdeczniej, moi najdrożsi, Was pozdrawiam.
Wasz Stefan
PS Jaki jest wynik egzaminu Maryli? Panią Lis z dziećmi, Zadrzewską i wszystkie dzieci, które jeszcze o mnie pamiętają, ściskam z oddali i pamiętam o nich.
https://www.diecezja-torun.pl/bl_frelichowski